Ta strona używa polityki Cookies (ciasteczek). polityka cookiesx

Akademia Sztuk Pięknych

Instytut Badań Przestrzeni Publicznej

Skrót wystąpienia dr Elżbiety Anny Sekuły z konferencji „Krzyżówka miejska – przestrzeń publiczna a aktywizacja społeczno-kulturalna” organizowanej przez Fundację Strefa WolnoSłowa oraz międzynarodową organizację European Alternatives.

Moja wypowiedź będzie dotykać głównie wątpliwości. Pierwsza z nich wiąże się z jakościowymi zmianami przestrzeni publicznej polskich miast. Na początek kilka słów o regulacjach w tej sprawie. W zasadzie, w roku 2012, nadal ich nie mamy. Po Kongresie Urbanistów (Poznań 2009) powstała Deklaracja i Karta Przestrzeni Publicznej – warto się z tymi materiałami zapoznać. Jednak nic nie słychać o tym, by władze polskich miast wzięły sobie dokumenty do serca. Także edukacja urzędników w tym względzie nie przedstawia się najlepiej, choć tu również następują zmiany. Powstają studia podyplomowe z zakresu przestrzeni publicznej (między innymi w IBPP), dostępne są różnego rodzaju szkolenia. Ale to wciąż nie wystarcza, by zmienić obraz naszych miast. Kolejne rewitalizacje (na przykład Krakowskie Przedmieście w Warszawie, Mariacka w Katowicach) przynoszą pewną metamorfozę w zakresie estetyki. Jednak nie zawsze idzie za tym funkcjonalność przestrzeni publicznej. Często mamy też do czynienia z działaniami, które moi studenci ochrzcili mianem „rewitalizacji po warszawsku” – czyli niepełnej, pozbawionej spójnej koncepcji i budzącej wątpliwości natury prawnej.

Skoro nie działa sprawnie administracja ani pragmatyka (niska użyteczność przestrzeni publicznej), może pomoże nam sztuka? Tylko czy to jeszcze sztuka..

Kolejna wątpliwość dotyczy street artu jako takiego – w kontekście działań powiązanych z mieszkańcami. Czy to, z czym stykamy się dzisiaj na ulicach polskich miast, nadal jest street artem? Coraz częściej mamy raczej do czynienia z bliżej nieokreśloną formułą artystyczną (znów – pytanie, czy zawsze artystyczną?), która realizowana jest w porozumieniu i/lub na zamówienie. A street art to niezależność, anarchia, alternatywa, działanie bez kontroli, bez uzgodnienia, bez pieniędzy. Problem jest zresztą poważniejszy – street art w ostatnich latach w ogóle przechodzi dość dziwną metamorfozę. Instytucjonalizuje się i komercjalizuje – w Warszawie widać to bardzo wyraźnie. Sztuka w przestrzeni publicznej coraz częściej staje się też elementem procesu festiwalizacji – mnożą się różnego rodzaju imprezy i konkursy, dotowane przeważnie przez miasto, dla „niezależnych twórców”, produkujących masowo „szopeny” i „skłodowskie” na stołecznych ulicach (może motywy powstańcze już się wyczerpały?). Takie działania, koncesjonowane przez władze, na pewno nie zastąpią dialogu na temat kształtowania przestrzeni publicznej.

Osobną sprawą jest inwazyjnie wkraczający w przestrzeń publiczną guerilla marketing (że wspomnę tylko o ostatnich gościnnych występach firmy Converse). Nie tylko zresztą guerilla.. Znamienny jest tutaj przypadek warszawskiego hotelu Novotel, ozdobionego niedawno przez Orange – jak traktować obiekty stanowiące własność prywatną, których elewacje pozostają jednak elementami „wizualnej wspólnoty” wszystkich użytkowników przestrzeni publicznej? Warszawiacy są dumnymi właścicielami jedynego w Europie Mostu Carlsberga & Coca-Coli. Wracając do sztuki, pozwolę sobie na ostre słowa: jeśli chodzi o sposób funkcjonowania artysty i jego (nie)zależność – abstrahuję od wszelkich pozostałych uwarunkowań – w moim odczuciu ten most wcale nie różni się jakościowo od mostu z muralem powstańczym.

Ostatnia wątpliwość dotyczy relacji mieszkańcy – artyści (sztuka) w sytuacji, gdy uzgodnienia, o którym wspomniałam na początku, w ogóle nie ma (albo nie wszystkie strony tak samo je rozumieją), choć artysta występuje w roli dostarczyciela dzieła dla lokalnej społeczności – tu chciałabym przywołać zjawiska tak kontrowersyjne, jak murale na Dudziarskiej czy postać Pana Gumy.

Sztuka może pomagać, ale może też dzielić i zniechęcać mieszkańców. Oczywiście, nigdy nie uda się zadowolić wszystkich. Nie zmienia to faktu, że próby podejmowane w przestrzeni publicznej polskich miast wciąż są tylko namiastką tego, czego mogliby oczekiwać jej użytkownicy. Nie mam żadnej gotowej recepty. Chciałbym tylko, żeby władze miejskie w Polsce pochyliły się nad tymi wątpliwościami.

Wydarzenia

Więcej

We use cookies. By browsing our site you agree to our use of cookies.Accept