Ta strona używa polityki Cookies (ciasteczek). polityka cookiesx

Akademia Sztuk Pięknych

Instytut Badań Przestrzeni Publicznej

Przyznać się do swoich ułomności nie jest łatwo, odwagi do pokonania wstydu dodaje zwykle czyn bohaterski lub godny zastanowienia.

Do napisania tych słów popchnął mnie nieprzyjemny wypadek oraz stanowcza reakcja pana Józefa, któremu dedykuję ten felieton (a który powróci pod koniec tekstu).

Autobus – dla jednych zawalidroga, dla innych konieczność. Pojazd wpisujący się w strategię i taktykę miejskich działań. Bo niby istnieje z góry zaplanowana trasa, ale wpisuje się ona w szerszy krajobraz przemieszczającego się pasażera. Autobus porusza się z punktu A do B, zaliczając w międzyczasie pośrednie przystanki. Ale codzienny konsument transportowej usługi też ma swoje A-B, element trasy autobusu pokrywa się z jego planem dojazdowym do pracy. Zwykły pasażer pokonuje przestrzeń do miejsc zatrudnienia bezrefleksyjnie mijając poszczególne przystanki, na co dzień nie rozmyślając o możliwościach połączeń z innymi dzielnicami i eksploracji terenu wokół przystanku. Są jednak wyjątki, do których na nieszczęście należę.

Skorzystajmy ze spojrzenia Michela de Certeau, który do opisu zwiedzania miasta zastosował pojęcia taktyki i przeciwstawnej jej strategii. Ta pierwsza nigdy nie jest u siebie, lecz rozgrywa się w przestrzeni zorganizowanej wedle reguł strategii. Podmiotem drugiej jest właściciel, przedsiębiorstwo, miasto, instytucja. Podmiot taktyki jest zależny, pozbawiony możliwości samostanowienia i żeby wybić się na niepodległość, musi działać po partyzancku w przestrzeni „innego”.

Opierając się na naukach miejskiego wyjadacza, jakim był de Certeau, strategią podróży autobusem będzie narzucona przez władze ZTM trasa, którą modulować możemy korzystając z przesiadek. Nasze działanie, wykorzystanie proponowanej siatki połączeń, będzie więc taktyką poruszania się po mieście.

Działania partyzanckie

Skąd u mnie nieśmiałość w zdradzeniu podejścia do podróży miejskiej? Niech wyjaśni to za mnie profesor Mirosław Jarosz, którego książeczka pomogła mi zrozumieć, że nie ja jeden mam ten problem: zespół jelita nadwrażliwego jest chorobą czynnościową przewodu pokarmowego charakteryzującą się zaburzeniami w oddawaniu stolca (biegunki, zaparcia), którym towarzyszy często ból i/lub wzdęcia ustępujące lub łagodniejące po wypróżnieniu. – Poczytny w środowisku cierpiących na ZJN autor rozszerza definicję dodając: – Niektórzy z chorych cierpią, gdyż mają poczucie zagrożenia i lęku, niektórzy z nich mają objawy depresji. Część osób z dolegliwością ZJN skarży się na osłabienie lub nadmierną drażliwość. Cały ich układ pokarmowy jest bardziej wrażliwy na szereg czynników, takich jak rozciąganie (…), stres, leki, sposób żywienia, niektóre składniki pokarmowe oraz inne czynniki środowiskowe.

Tyle medycyny. Wspomniana nadwrażliwość wymusza odmienne spojrzenie na autobusową podróż. Niemożność skorzystania w dowolnej chwili z wychodka, zamknięta przestrzeń, tłok. Nie daj boże korek. Zespół jelita nadwrażliwego wyostrza optykę spojrzenia na otaczającą przestrzeń. Chory zupełnie inaczej niż osoby zdrowe postrzega trasę codziennego dojazdu do pracy. Zwyczajowe pół godziny w autobusie zamienia się w zawieszającą poczucie czasu gehennę, która truje egzystencję w okresach wzmożonego występowania dolegliwości. Zmuszeni do kontrolowania wywołujących objawy niepokojących myśli, zabezpieczenia trasy codziennego przejazdu poprzez wytypowanie „bezpiecznych miejsc” i wyczuleni na reakcje współtowarzyszy podróży, zupełnie inaczej postrzegamy typowe elementy rzeczywistości. Trasa i godziny odjazdów nabierają przy tym nieplanowanych przez Miejski Zakład Komunikacji znaczeń.

Wspomniane „bezpieczne miejsca” to rozmieszczone w okolicy każdego z przystanków wychodki. Nie zaskoczę nikogo, że w odróżnieniu od większości dużych europejskich miast władze Warszawy nie dbają o zabezpieczenie podstawowych potrzeb swoich mieszkańców. Dowodem są obszczymurki bez skrępowania podlewające miejskie elewacje (większość z nas w stanie upojenia alkoholowego, zrozpaczona długim poszukiwaniem szaletu, w obliczu wiezienia pełnego pęcherza do domu, zniżała się do tej czynności). Ale dla mnie i innych obdarzonych ZJN problem jest o wiele poważniejszy, bo nie dotyczy tak zwanej „jedynki” a krępującej „dwójki”, której nie załatwi się za rogiem pobliskiej kamienicy. Swobodne poruszanie się po mieście wymaga od nas taktyki i rozeznania w terenie. Przykładowo podróżując niemal codziennie linią 171 wiem, że na wysokości Płockiej jest szpital (obsługa musi zlitować się nad zdeterminowanym chorym), czynna w godzinach dziennych pizzeria i Toi Toi – zaplecze higieniczne postoju taksówek. Przystanek dalej przywita mnie ubikacja Restauracji Klimczok, ale już wczesnym rankiem, lub późnym wieczorem będę miał tam kłopoty. Najwięcej czasu spędzam na przystanku Bemowo-Ratusz i od godziny 8.00 mogę korzystać z wygód nowoczesnego budynku, wcześniej, przypilony, wracam zwykle do domu i spóźniam się pół godziny na umówione spotkanie lub przymusowe roboty. Wokół trasy jednego autobusu rysuje się cała siatka pobliskich lokali z odpowiednim zapleczem i możliwych przesiadek w wypadku opuszczenia dotychczasowego środka transportu. W związku z czym w głowie obdarzonego tym schorzeniem codziennego podróżnika rysują się całe mapy dzielnic z migającymi na czerwono pewnikami i mniej wyraźnymi kolorami, które wykluczają godziny nocne lub symbolizują obsługę lokalu nieprzychylną użytkownikom spoza klienteli.

A jak wygląda typowa sytuacja ZJN zmuszająca do zaciskania pośladków i planowania partyzanckiej akcji?

Przystanek. Wciśnięty między poręcz, okno, dziecko z plecakiem i gazetę próbuję zminimalizować swoją obecność. Kłótnia przy drzwiach, że się jeszcze zmieszczą, kiedy się już nie mieszczą. Brakuje tylko kanara służbisty sprawdzającego bilety mimo trudności, jakie każdy z nas ma z sięganiem do kieszeni. Stoję tak blisko drzwi, a jednocześnie daleko. Przestrzeń niewielka, ale czas potrzebny na jej pokonanie, przepchniecie się i przeproszenie, sześciu…, nie, siedmiu pasażerów, może mnie zbliżyć do fatalnego zdarzenia. Myślę o tej komplikacji, wstydzie przepraszania w nagłym przypadku, trudności wyjścia i pojawia się pierwszy ból. Narasta szpila wbijana w podbrzusze. Nie czynnik zewnętrzny, to we mnie. Kolka narasta, kiedy autobus staje w korku przed światłami. No i jak ja teraz przeproszę tę grupkę ludzi. Jak powstrzymując bóle rozewrę drzwi? Czy w ogóle drzwi tych nowych autobusów otwierają się tak łatwo jak starych? I jeszcze komentarze ludzi za plecami. Zimny pot zalewa czoło. Kolka mija, kiedy pojazd rusza. Tam z przodu pewnie było zielone. Ale po nim zawsze nadchodzi czerwone, które w korku współgra z narastającą drugą falą natrętnej kolki. Już nie tylko czoło mam mokre, ale i dłonie.

A gdzie ja pójdę, kiedy już, po środku wiaduktu, opuszczę niewolę Ikarusa? W krzaki nie da rady, wycięli. Pod wiadukt nie zdążę, chyba, że trzecia fala odpuści po drodze. Będę się martwił na zewnątrz, teraz tkwię w środku, pomiędzy parą jęczących staruszków a oknem. Ból ustępuje tuż przed kolejnym ruchem autobusu. Wiem, że przed następnym atakiem nie ma ratunku. Trzeba odegnać myśli o nim, skupić się na czymś innym, planie nadchodzącego dnia, powtórce z porannej gazety, powrocie do pomysłu, którego rozbudowa pomoże się czymś zająć do następnego przystanku. Wytrzymam. Jeszcze tylko te światła, potem przystanek. Pobiegnę do centrum handlowego. Zdążę. Do roboty się spóźnię, ale z tym zdążę. Zresztą tam już wiedzą, że się zawsze spóźniam. Wchodzę i mówię coś zabawnego, żeby i siebie odciąć od wspomnienia choroby lokomocyjnej. Przejście dla pieszych już blisko. Zdążymy przejechać. Ból nie wraca, więc może jeszcze jeden przystanek dam radę…

ZTM może się bronić, przecież udostępnia ubikacje na całej trasie metra. Trochę droga to impreza, przekraczająca czasem 2,5 PLN a pytania o abonament kwitowane są zwykle uśmiechem. Poza tym ostatnio na jednej ze stacji, korzystając z wychodka odbyłem melancholijną podróż we wczesne lata 90-te. Nierówne kafelki, w których zagłębieniach stoi woda, ostry zapach chloru i dziurawe drzwi – dla mnie smaczek godny skansenu, ale nie dla turysty ze świata.

Weteran miejskich walk

Wróćmy do początku. Nadzieję na pozytywną zmianę przynosi sprawa pana Józefa Głuchowskiego (83 l.), powstańca warszawskiego i klienta banków Pekao S.A. i PKO B.P. Był październik 2009 roku, centrum Warszawy. Starszy pan załatwiając w banku swoje emerytalne formalności poczuł nadchodzącą potrzebę.

– W bankach chciałem zrobić stałe zlecenia zapłaty. Przy okienkach spędziłem ponad godzinę. W pewnym momencie poprosiłem o wskazanie toalety. Usłyszałem, że… nie ma – wspomina pan Józef. Mężczyzna poszedł do drugiej placówki. Tam pracownicy tłumaczyli, że toaletę przerobiono na pomieszczenie gospodarcze i odesłali go na stację metra. Kiedy (…) nie dawał za wygraną, zaprowadzono go do… pustego pomieszczenia. – Byłem zdesperowany i nie wytrzymałem – opowiada. (…) W brudnym ubraniu poszedł do domu (Super Express on-line).

Poniżony powstaniec zdecydował się walczyć i podał sprawę do sądu. Jednak rozprawa została odroczona bezterminowo. Powód? Choroba sędziego.

Walka trwała dwa lata i w końcu pan Józef doczekał się przychylnego dla siebie wyroku. Zasądzono 7,5 tysiąca złotych odszkodowania dla pokrzywdzonego warszawiaka, Pekao pokryło też koszty procesu. Sąd okręgowy orzekł, że klienci banków mają prawo do skorzystania z toalety w placówkach.

Odwaga pana Józefa do publicznego wyznania swojej gastrycznej wpadki zasługuje na uznanie. Nie poddał się wstydowi i wymagał zadośćuczynienia. Brawo!

Jeszcze ze trzy takie zakończone w sądzie historie i może wejdą w życie obiecywane od lat nalepki na wszelkich drzwiach użyteczności publicznej informujące o bezproblemowym dostępie do ubikacji. Mam tylko nadzieję, że jeden z tych trzech przypadków nie będzie mój.

Źródła:

 

Piotr Jezierski – warszawiak urodzony na Woli. Rocznik 1978. Żyje z pisania i realizacyjnych romansów z telewizją. Zainteresowany wątkami fabularnymi w kulturze współczesnej rozgląda się też po przestrzeni miejskiej. Spełnia się jako eseista i prozaik. Kulturoznawca, doktorant na ISD w SWPS.

 

Wydarzenia

Więcej

l>

We use cookies. By browsing our site you agree to our use of cookies.Accept