Ta strona używa polityki Cookies (ciasteczek). polityka cookiesx

Akademia Sztuk Pięknych

Instytut Badań Przestrzeni Publicznej

Słońce przygrzewa, zbyt płynów wyskokowych wzrasta, podobnie jak brykietów, podpałek i mięs.

Warszawiacy wylegają do parków i ustępów leśnych. Kiedyś jeździło się bryczką na Bielany, co najlepiej widać w przedwojennej wersji „Dziewcząt z Nowolipek” (w reżyserii mistrza Józefa Lejtesa). Tam cała ferajna jechała baraszkować wśród drzew i moczyć nogi w Wiśle. Kwitły romanse, mrówki obłaziły suto zastawiony kocyk. Po tańcach i zabawach wszyscy zalegali w słońcu przysypiając aż do wieczornego powrotu do miasta. Piękne widoczki i idealna sielanka, warto spojrzeć na ten obrazek z lat trzydziestych, szczególnie że zobaczyć można na nim jedne z najlepszych zdjęć plenerowych w przedwojennym kinie. Poza tym leniwa atmosfera tych majowych widoczków kusi podobną wyprawą na zieloną trawkę.

Ryzyko biwakowania

Potem okolica zarosła trochę betonem i cegł,ą ale do wypoczynku zachęcał lasek Młociński. Do czasu tragicznego zabójstwa chłopaka świętującego tu przy ognisku zdanie matury. Historia torturowanego i zabitego 19-letniego Tomka, mimo że zdarzyła się 15 lat temu, wciąż mnie odstrasza od tego zakątka Warszawy. A działo się kiedyś i w innych miejscach sprzyjających, wydaje się, zabiegom relaksującym. Na jednym z ulubionych trawników mieszkańców Warszawy, Polach Mokotowskich, najczęściej bawiłem się w czasach wspomnianego morderstwa. Pierwszą stadną knajpą, do której zaganiała nas wiosna był Bolek, przechrzczony na Eleganckiego, tak żeby inicjały pokrywały się z nazwą nowego sponsora, browarów EB. Zaletą pubu było otwarcie na okoliczny park i możliwość siedzenia przy jednym piwku całą noc, od czasu do czasu wychodząc w pobliskie krzaki na inne trunki i używki. Zdarzały się tam napady, małe starcia i wielkie ucieczki. W parku żyły wtedy różne grupy, liczebność punków w tych czasach równa była skinheadom, ławeczki okupowała młodzież w sportowych wdziankach, a alejkami snuły się odziane na czarno grupki metali.

Bywały wieczory, że całe to towarzystwo koegzystowało w parkowej przestrzeni, nie ingerując w swoje zabawy. Dziewczęta o szklistych spojrzeniach z uśmiechem biegały po trawie, zmęczeni chłopcy rzygali do śmietników, pijane grupki wspólnymi siłami prowadziły się do najbliższego tramwaju pod kładką. Jednak sielankę od czasu do czasu przerywały bitwy, jedną z największych był najazd skinów wspieranych przez dresiarzy na bawiących się w Bolku punków i niezidentyfikowaną rockową młodzież. W ruch poszły podobno deski z okolicznych ławek, kamienie i kije. W ferworze walki, jak wspominali świadkowie, wbito śrubę w oko jednego chłopaka, według niektórych relacji nieszczęśnik zginął. Pisząc „podobno”, powołuję się na naocznych świadków, bo mimo, że byłem wtedy niemal w centrum wydarzeń, nic nie widziałem. Jako długowłosy wtedy chłop o pokojowym usposobieniu, najpewniej po pierwszym zaliczonym kopniaku przemieściłbym się w zabudowane okolice, ale ja siedziałem na ławce w krzakach popijając młodzieżowe wino z przyjacielem, na co dzień reprezentującym drugą, ostrzyżoną stronę konfliktu. Społeczne napięcia nas nie dotykały i jednaliśmy się trunkowo ponad parkowymi podziałami. Nie zwracaliśmy uwagi na liczne siły idące tuż obok na wojnę z „innymi”. Bitwa trwała tyle, co opróżnienie jabola i zabicie jego smaku wygniecionym Sobieskim, tym większe było nasze zdziwienie, kiedy dopadli nas przerażeni koledzy, naoczni świadkowie zdarzeń. Kto wygrał? Chyba nie było zwycięzcy, bo do historii przeszły dwie wersje.

Popołudnia nad wodą

Za tamtych nastoletnich czasów ideałem było piknikowanie. Stawy za Wilanowem przyciągały obietnicą przechowania przez godziny, które i tym razem obiecaliśmy spędzić w szkole. Dziewczęta zachwycone sielską atmosferą, długie rozmowy o ważnych sprawach, zbieranie drobniaków na następną kolejkę i wspólne pochłanianie kanapek z krakowską. Czasem pozwalaliśmy sobie na fanaberię przyjechania tu na rowerze, bez obfitego zakrapiania pobytu.

Dramat nie zawsze działa odpychająco na spragnioną powietrza ludność stolicy, jeśli jest widowiskowy, może zamienić się w kolejny piknik. Tak było dwa lata temu, kiedy powódź nawiedziła nadwiślański brzeg. Miałem wtedy blisko, mieszkałem na starym Żoliborzu. Jak wszyscy poszedłem wieczorem zobaczyć wodę niebezpiecznie zbliżającą się do Wisłostrady. Godzina była późna, nie spodziewaliśmy się tłumów, a ludzi było wielu, większość z piwkiem w ręku. Pod mostem ulokowały się dwie budy na kółkach sprzedające hot-dogi i ubarwiające imprezę muzyką z głośnika.

Wieczory w Centrum

Warszawskie parki dają też wiele okazji do spędzenia miłych wieczorów z dziewczętami. Namiętną noc na Wodiczki pamiętam jako pozbawioną spotkań zarówno z łobuzerską młodzieżówką jak i ciekawskimi przedstawicielami władzy (znajomy poeta pozbawiony lokum w stolicy spędził w tamtejszym domku na placu zabaw kilka ciekawych nocy). Podobnie cichy i sprzyjający schadzkom jest Park Ujazdowski, po którego opuszczeniu można się udać na ławeczkę osiedla Jazdów. Ale prawdziwym hitem były kiedyś Łazienki (stanu na dzień dzisiejszy nie sprawdzałem). Park zamykany na noc oferuje młodym napaleńcom mnóstwo kryjówek, wystarczy zaczaić się w odpowiednich krzakach i zachować względną ciszę, poświęcając się pieszczotom. Ochroniarze, za moich nastoletnich lat, chodzili tylko głównymi ścieżkami. Nie ryzykowało się napotkania niebezpiecznych osobników, bo i oni kryli się przed strażnikami. Wyjście z parku nie było trudne, po skończonych rozkoszach, można było wydać się parkowym władzom, które bez konsekwencji odprowadzały do bramy, czmychnąć przez wygiętą kratę przy ogrodzie botanicznym lub pokonać płot od strony Agrykoli.

Namiętnościom łatwiejszym do wykrycia oddawano się też podczas koncertów pod schodami Zamku Ujazdowskiego. Krzaki na stoku pełne były tulących się par i sikających długowłosych. Kolega, w takich okolicznościach, stracił dziewictwo.

Weekendy pod chmurką

Jako spragniona ochłody młodzież nie przepadaliśmy za tłocznymi w letniej porze basenami. Kąpiele w Wiśle wymagają i dzisiaj dużej odwagi oraz odporności na działanie mikrobów – większej niż w „Andromeda znaczy śmierć”. Stawy za Wilanowem muliste, pobliski kanałek zarośnięty. Wyjście znaleźliśmy pod Warszawą, mój brat romansujący z dziewczyną z Zalesia Górnego pokazał mi tamtejsze stawy, ponoć czyste, orzeźwiające wody, spokojna okolica, lasy, łatwy dojazd podmiejskim pociągiem. Raj emeryckich spacerków i młodzieńczej biby. Chwile spędzane w imprezowej grupie, piwo chłodzone w przybrzeżnym mule i nasze dziewczęta wychodzące z wody w cienkich, wilgotnych podkoszulkach.

Jak połowa stolicy jeździliśmy też nad Zalew Zegrzyński. W lecie, przez tydzień, wynajmowaliśmy syfne domki w Białobrzegach. Ich ściany były tak cienkie, że wystarczyło się oprzeć, a pojawiała się szpara wpuszczająca do wnętrza słońce. Zawody między domkami, który opróżni więcej butelek, w których nagrodą było komisyjne wymienienie ich na pełne browary w pobliskim sklepie. Kąpiele w akwenie wodnym ograniczaliśmy do moczenia nóg, często okupionego wysypką, ale okolica była urokliwa, prowincjonalne klimaty tak blisko Warszawy.

Gdzie dzisiaj znaleźć bezpieczny kontakt z naturą? Pewnie w tłumie, gdzie dużo świadków w przypadku spotkania z niebezpiecznym towarzystwem. Jeśli ta opcja Wam odpowiada, to idealne są oba wiślane brzegi, ten praski coraz bardziej popularny, jako miejsce biwaków z ogniskiem. Spokojniejsze okolice kryją się w nadwiślańskich krzakach lewej strony Warszawy, tam, gdzie kończy się betonowe nabrzeże, z tym że tu ryzyko rośnie. Na ciche wieczory pełne komarów zaprasza Jeziorko Siekierkowskie, ale w dzień pełno tam słonecznych plażowiczów. Żoliborz przyciąga zadrzewionym pasem wokół Cytadeli. Dzisiaj to bezpieczne miejsce, choć osiemnaście lat temu o mały włos nie straciłem tam zdrowia, wpadając na grupę o narodowym charakterze. Wyratowała nas, hipisującą grupę, koleżanka, znająca przywódcę napastników, a to miał być miły wieczór zakończony w Żagielku.

Park Leśny Bemowo i tereny WAT-u pozwalają zatopić się w zieleni okraszonej od czasu do czasu śmieciowym kopczykiem, ale też zorganizować grillowanie w tłoku. Wyznaczony lata temu zakątek z drewnianymi wiatami, w każdy niemal ciepły weekend zakrywa mgła brykietowych oparów. Dziesiątki ludzi cieszą się gołym niebem, kiełbasą i towarzystwem zasłuchanym w radiowe hity płynące z otwartych samochodów. Atrakcja dla ekstrawertyków.

Letnią porą najlepsze są chyba spacery, przemierzanie miasta nocą, wśród nagrzanych murów, trasą przez historyczne parki, skwery i podwórka. Zawsze ryzykowne, ze względu na pijanych mścicieli nie naszych zbrodni, ale ciekawsze niż siedzenie w zapoconej knajpie.

Piotr Jezierski – warszawiak urodzony na Woli. Rocznik 1978. Żyje z pisania i realizacyjnych romansów z telewizją. Zainteresowany wątkami fabularnymi w kulturze współczesnej rozgląda się też po przestrzeni miejskiej. Spełnia się jako eseista i prozaik. Kulturoznawca, doktorant na ISD w SWPS

 

Wydarzenia

Więcej

l>

We use cookies. By browsing our site you agree to our use of cookies.Accept