Ta strona używa polityki Cookies (ciasteczek). polityka cookiesx

Akademia Sztuk Pięknych

Instytut Badań Przestrzeni Publicznej

„Z oddali widziałem w bramie sylwetki kilkunastu osób – uciekli przed Niemcami z Woli i tu szukali chwilowego schronienia. Zatrzymał mnie ryk «krowy». W niespełna minutę później zamiast żywych ludzi leżały na trotuarze już tylko zwęglone, pokurczone figurki. (…) Około godz. 18 wybuchły pożary w Prudentialu, czyli drapaczu chmur na dzisiejszym pl. Powstańców Warszawy, na Mazowieckiej, na Świętokrzyskiej, Moniuszki i Sienkiewicza. (…) Straszliwa, szarpiąca nery była to broń – nazywana różnie w poszczególnych dzielnicach miasta: «krową», «grającą szafą» czasem «organami Stalina»”i.

Niczym bohater „12 małp” Terry’ego Gilliama rzucony o 67 lat w przyszłość powstaniec znalazłby się pewnie w okopie Świętokrzyskiej. To już nie 15 sierpnia 1944 roku a jesienna Warszawa 2011. Przez chwilę miałby wrażenie, że działa ucichły. Wydostałby się z wielkiego dołu, pokonał płot i ujrzał obdartą elewację Prudentialu. Bez ognia i dymu, ale wciąż w rozkładzie, niegdyś najwyższy budynek stolicy.

 

111-500px

Źródło:  wikipedia

Chirurg wyszedł – operacja przerwana

– „Cisza, pustka, żadnego robotnika na budowie Prudentialu nie widać. Nie mówiąc o dźwigu, który zniknął kilka miesięcy temu. Nawet toi-toie zabrali”ii – obserwuje współczesny czytelnik Życia Warszawy.

– „Trzymamy na miejscu niewielką ekipę, właściwie parę osób, które wykonują podstawę pod dźwig. Mam nadzieję, że na budowę kiedyś powróci – mówi rzecznik Polimexu Mostostal, wykonawcy rewitalizacji obiektu. – Nie dostaliśmy od inwestora dokumentacji wykonawczej, więc nie wiemy, co mamy robić”.iii

Na pytania dziennikarzy o brak dokumentacji inwestorzy, bracia Likusowie, nie odpowiadają.

– „Prawo budowlane zezwala na odebranie pozwolenia na budowę, jeśli przez trzy lata prace nie trwają. Ale jeśli w dzienniku budowy będą nawet pojedyncze drobne wpisy, to nic zrobić nie możemy”iv – tłumaczy dyrektor Biura Architektury Marek Mikos.

*

Kiedy byłem mały wrotami Centrum był dla mnie Plac Bankowy. Wzrok przyciągał wtedy pomarańczowy wieżowiec (dla niektórych miedziany lub złocisty), zawsze w budowie. „Po latach kopania fundamentów stalowy szkielet konstrukcyjny wieżowca zdołano zmontować ok. 1975 r. Niebawem elewacje obłożono złocistymi panelami z metalu i pomarańczowymi szybami (…) i realizacja ponownie stanęła na kilkanaście lat. Dopiero u schyłku PRL-u podpisanie umowy z firmami z Jugosławii przerwało złą passę i drapacz w ciągu kilkunastu miesięcy został ukończony.”v Był dla mnie symbolem niedostępności nowoczesnej architektury, ładnie wyglądał, ale trwający 26 lat stan zawieszenia prac powodował, że budynek stanowił odpowiednik pomnika. Do tego ta legenda, jakoby stojąca tu przed wojną synagoga położyła klątwę, na PRLowskie przedsięwzięcie. Czy podobnie będzie z bardziej wiekowym Prudentialem? Czy pozbawione szyb okna dadzą mu przydomek niewidomego starucha? Budynek, który otrząsnął się z powstańczego upadku, świadek XX wieku, jest dziś niczym zasłużony mieszkaniec stolicy, który przycupnął na Świętokrzyskiej w łachmanach i nie śmie już nawet żebrać, bo nowe ciuchy przecież mu obiecali.

Przedczas dzieciństwa

Budowano go w latach 1931–1933, ubrano w stylu art-déco, wychowano w angielskim domu brytyjskiego Towarzystwa Ubezpieczeń „Prudential”. Na imię dano Przezorność. Osiągnął wysokość 66 metrów, dając spojrzenie na stolicę z 16 piętra. Jego ojcem był przedwojenny architekt Marcin Weinfeld, swoje dorzucili też Stefan Bryła i Wenczesław Poniż, projektanci żelbetonowych fundamentów drapacza chmur. Od razu znalazł się w czołówce nie tylko najwyższych budynków kraju ale i ówczesnej Europy. „Budową ekscytowano się niezwykle – ledwie wylano fundamenty, a już we wrześniu 1931 roku poświęcił je ksiądz prałat Około-Kułak. Kiedy 2 czerwca 1934 roku zakończono prace, znów odbyło się poświęcenie, ale tym razem całego gmachu. To była niezwykła pompa – na uroczystość przybyli sam premier Leon Kozłowski, trzech ministrów, dziesiątki urzędników i trzech głównych przedstawicieli inwestora, czyli angielskiej firmy Prudential.”vi
Rodziców chrzestnych osesek miał wielu.

W 1936 roku przyszły innowacje, dodano mu metrów, na głowie montując kilkunastometrowy maszt eksperymentalnej stacji telewizyjnej. Wojna dała mu tytuł weterana, otrzymał około tysiąca postrzałów a w powrocie do zdrowia pomógł ojciec. Marcin Weinfeld dodał mu socrealistyczny kostium a angielskie wychowanie przydało się w powojennej pracy, w 1954 otwarto w Prudentialu Hotel Warszawa. Potrafił przyjąć u siebie aż 375 osób a mieszczący się w nim lokal nocny stał się jednym z ważniejszych punktów powojennej mapy alkoholowej Warszawy.

Jednak wiek pozostawił na jego obliczu widoczne ślady, więc w III RP zdecydowano się na operację odmładzającą. Imprezowe lata skończyły się razem z zerwaniem neonu „Dancing”. Wcześniej, w 2006 roku, konkurs na „Adaptację i rozbudowę dawnej siedziby Towarzystwa Ubezpieczeń Prudential na hotel” wygrała pracownia architektoniczna Andrzeja Bulandy i Włodzimierza Muchy. Specjaliści odpowiedzialni za operacje niejednego już staruszka zdecydowali się wykorzystać oryginalny wygląd Prudentialu, przywołując lata świetności, dwudziestolecia.

 

222-375px

Źródło: wikipedia

Zabiegi zniekształcające

Kiedy ruszała odbudowa właścicielem budynku był Polimpex Mostostal. To on rozpoczął prace opierając się na projekcie modernizacji. Pod koniec 2009 roku firma sprzedała go krakowskiej rodzinie Likusów, specjalistów od zadowalania gustów najbogatszych klientów. Polimex Mostostal pozostał głównym wykonawcą przebudowy. O zgrozo prace zaczęły się jeszcze zanim architekci przygotowali szczegółowy projekt wykonawczy. Na salę operacyjną wkroczyli rzeźnicy. Chirurgia bez nadzoru specjalistów, którzy nie są wpuszczani na teren budowy. Andrzej Bulanda tłumaczy: – „Nowy właściciel posługuje się naszym projektem budowlanym, a my nie mamy nad tym żadnej kontroli. Wykorzystali go do uzyskania pozwolenia na budowę, a teraz na jego podstawie prowadzą rozbiórkę. Wątpię, czy przystąpią do rekonstrukcji przedwojennego kształtu wieżowca”vii. – Architekt dodaje, że jest w sporze z inwestorem, który jego zdaniem usunie tylko część socrealistycznego kostiumu naszego bohatera. Według niego na elewacjach pozostaną miedzy innymi powojenne masywne lizeny zniekształcające sylwetkę emeryta. Mamy do czynienia z operacja plastyczną uwydatniającą architektoniczne blizny PRLu.

W południowo-zachodniej Etiopii żyje plemię Hamerów, które wycina sobie na skórze wzory, a im bardziej blizny są misterne, tym urodziwszy ich nosiciel. Czy Prudential stać na taką ekstrawagancję? Plemienne mody czasem przenikają do kultury Zachodu, ale mamy przecież do czynienia z budynkiem reprezentacyjnym. Taki ambasador z pooraną twarzą nie zachęca do noclegu w swoich podwojach. Świadczy to też o guście nowego właściciela, który luksus i blichtr stawia wyżej niż faktyczną urodę. Widać taka potrzeba, pod nowobogackiego klienta. Zresztą liczy się czas i gruba przecież kasa.

– „Przystępując do projektowania, staliśmy przed dylematem – restaurować socrealizm czy wracać do form przedwojennych? Wybraliśmy powrót do przedwojennego modernizmu. Nie jest to trudne, jednak wymaga konsekwencji. Albo soc, albo moderna. Boję się, że teraz powstanie jakaś hybryda. Już wolałbym restaurować socrealizm”viii – podsumowuje Bulanda obawiając się powstania najdroższego w Polsce gargamela.

Małomówny rzecznik braci Likus brzdąknął tylko dwuznacznie „Gazecie Wyborczej”: – „Wciąż obowiązuje projekt Bulandy i Muchy, choć możliwe są modyfikacje”.ix

„(…) «rozbudowa i modernizacja Budynku Dawnego Towarzystwa Prudential» (…) wywołała żywe polemiki, nie tylko ze względu na historyczne znaczenie tej budowli i emocje, które zawsze budziła. Zmiana jej kostiumu architektonicznego z socrealistycznego na wcześniejszą, bardziej zdyscyplinowaną, oszczędną i klasycyzującą odmianę art-déco. Chociaż dokonana w granicach kilkunastu lat oraz twórczości tego samego architekta, Marcina Weinfelda, oznaczała przede wszystkim akomodacyjną zmianę całego kontekstu, na co rzadziej zwracano uwagę w ferworze dyskusji” – czytamy w albumie poświęconym pracom architektonicznego duetu. – „Albowiem «modernizacja» budynku w formie, którą zaproponowała pracownia Bulandy i Muchy, była zarazem zmianą najważniejszego landmarku, który od połowy lat 30. organizował społeczny odbiór dużego fragmentu przestrzeni wyobrażeniowej w tej części Warszawy.”x Odmiana wizerunku ma więc wpłynąć na postrzeganie okolicy, estetykę Placu Powstańców Warszawy i sporego odcinka Świętokrzyskiej. Nowa forma miała przywrócić twarz z młodości. Niestety rozbabrany Prudential straszy dziś bezzębnym obliczem, podbitym okiem i rozgrzebaną blizną przerwanej operacji. Kiedy zacznie ropieć zasłonimy go banerem golarki i kredytu mieszkaniowego, znowu będzie największy w Polsce, tyle że afisz reklamowy.

A może porzućmy rozpoczęte budowy. Zamiast kolejnej Nocy Muzeów rozdajmy mieszkańcom młoty pneumatyczne, niech się wyżyją, poszaleją do rana. Potem delikatny puder scenografii, kilka podpalonych opon i mamy największą na świecie, jedyną, w skali 1:1, rekonstrukcję Powstania Warszawskiego. Turystyczny pewniak, mocniejszy niż Euro.

Piotr Jezierski – warszawiak urodzony na Woli. Rocznik 1978. Żyje z pisania i realizacyjnych romansów z telewizją. Zainteresowany wątkami fabularnymi w kulturze współczesnej rozgląda się też po przestrzeni miejskiej. Spełnia się jako eseista i prozaik. Kulturoznawca, doktorant na ISD w SWPS.

i Władysław Bartoszewski Dni walczącej stolicy, Kronika Powstania Warszawskiego, Świat Książki, Warszawa 2004, s. 124.

ii http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/634281.html

iii Tamże.

iv Tamże.

v http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,72815,3291829.html

vi www.zyciewarszawy.pl/artykul/227046,526268_Prudential–remont-trwa.html

viihttp://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95194,9004320,Remont_Prudentialu_zmieni_go_w_dziwaczna_hybryde_.html

viii Tamże.

ix Tamże.

x Adam Czyżewski Bulanda i Mucha Architekci 1991–2011, Trygon Elżbieta Czyżewska, Warszawa 2011, s. 40–41.

 

Wydarzenia

Więcej

l>