Ta strona używa polityki Cookies (ciasteczek). polityka cookiesx

Akademia Sztuk Pięknych

Instytut Badań Przestrzeni Publicznej

Fundacja Ja Wisła obchodzi w tym roku siedmiolecie działalności i wiele wskazuje na to, że grozi jej jeśli nie definitywne rozwiązanie, to co najmniej marginalizacja i znaczne ograniczenie pola działalności. Skomplikowane relacje z władzami miasta – wieloletni konflikt prawny przybierający w istocie formę ideologicznej potyczki – wpisuje się w szerszy problem, punkt rozejścia się ideałów społecznikowskich i rzeczywistości formalno-prawnej, w jakim odnajdują się często pozarządowe organizacje funkcjonujące na terenie Warszawy. Historia Fundacji Ja Wisła jest w tym rozumieniu symptomatyczna – może być smutnym ostrzeżeniem bądź też „zimnym prysznicem” dla optymistów wierzących w otwartość miasta na oddolne przedsięwzięcia jego mieszkańców.

Działalność fundacji oparta jest na koncepcji powrotu do „Warszawy zwróconej frontem do Wisły”, wprowadzanej w życie poprzez animację przestrzeni nieczynnego od lat Portu Czerniakowskiego, jednego z ostatnich tego typu obiektów na terenie miasta. Twórcy postawili przed sobą wielorakie cele, łącząc zabiegi edukacyjne i kulturotwórcze z ekologicznym manifestem kładącym nacisk na ochronę naturalnego brzegu rzeki. Chodzi o propagowanie „kultury Wisły”, rozumianej jako zespół wartości stanowiących nieco zmurszałe dziedzictwo stolicy, częściowo zapomniane i przez dziesięciolecia lekceważone, ale posiadające pozytywną wartość w szerzej zakrojonej działalności prospołecznej fundacji – dopominania się o poczucie współodpowiedzialności za projektowaną przestrzeń publiczną, jaką za sprawą licznych akcji stał się – na powrót – teren przystani rzecznej. Ja Wisła prowadzi działalność animacyjną, organizując różnorodne nadrzeczne ewenty: koncerty, warsztaty taneczne i bębniarskie, pokazy filmowe, w sezonie gromadzi ludzi na wspólnym i aktywnym plażowaniu, spływach kajakowych, rejsach i nocnych spacerach; zagospodarowuje leżący odłogiem teren, przez lata będący jedynie porastającym chaszczami cmentarzyskiem starych uziemionych barek i łodzi. Siedzibą fundacji uczyniono zresztą jedną z takich właśnie barek, sławny „Herbatnik”, wydobyty z dna rzeki i pieczołowicie odrestaurowany, odmalowany i przywrócony do sprawności. Jednocześnie lider fundacji, Przemysław Pasek, podkreśla mierzące dalej aspiracje organizacji, ambitne pragnienie, aby przywrócić znaczenie tego miejsca, z jednej strony archiwizując dostępne materiały (i organizując potem wystawy fotograficzne dokumentujące dawny wizerunek brzegu Wisły) i zabiegając o wpisanie Portu Czerniakowskiego do rejestru zabytków kultury materialnej, a z drugiej, przeprowadzając liczne akcje ekologiczne – sadząc i odgławiając wykarczowane wierzby, oznakowując granice Rezerwatu Przyrody Kępy Kazuńskie, albo po prostu gromadząc ludzi na „happeningach porządkowych”, wspólnie sprzątając nadwiślańskie plaże. Lista dokonań fundacji jest naprawdę imponująca, a co więcej – przemyślana, nieprzypadkowa. Wraz z biegiem lat garstka dowodzonych przez Paska zapaleńców powiększała się o nowych sympatyków. Wchodząc w sojusze z innymi organizacjami pozarządowymi, wspólnie działają oni na rzecz uczynienia z pozornie nieatrakcyjnego zakątka miasta, wciśniętego pomiędzy infrastrukturę drogową a rzekę, prawdziwej przestrzeni publicznej: ogólnie dostępnego miejsca spotkań, tworzącego nowe sensy i znaczenia.

Równolegle do szczytnej działalności społecznokulturalnej rozwija się jednak wątek konfliktu Fundacji Ja Wisła z władzami miejskimi, obfitujący w dramatyczne apele, listy otwarte adresowane do Prezydent Gronkiewicz-Waltz, partyzanckie akcje sukcesywnie podkopujące możliwości współpracy z Ratuszem. W 2010 roku miasto przestało finansować działalność organizacji, w istotnym stopniu ograniczając pole jej aktywności; pojawił się też problem dostępności Portu Czerniakowskiego, wolontariuszy zaczęto postrzegać prawie tak, jak gdyby stanowili grupę nielegalnie koczujących tam „dzikich lokatorów”. Na fundację nałożono pokaźną karę pieniężną za bezumowne zajmowanie terenu oraz przetrzymywanie tam materiałów (przede wszystkim desek tworzących podest do tańca oraz słupków wykorzystywanych do znakowania granic rezerwatu), opiewającą na sumę pieniędzy, która w praktyce sparaliżowała aktywność organizacji Paska. Prawne batalie trwały dłuższy czas; wreszcie wydawało się, że fundacja i przedstawiciele Rady Miasta doszli do kompromisu. W ostatnich miesiącach jednak sytuacja zaostrzyła się – 17 września tego roku wygasła dotychczasowa umowa na zajęcie terenu, i fundacja została wezwana do opuszczenia terenu Portu Czerniakowskiego.

Jak się nietrudno domyślić, decyzja wywołała zrozumiałe oburzenie. Na pierwszy rzut oka nie można mieć wątpliwości, że zwyciężyła pazerność urzędników, ukrócających szlachetną misję modernizacyjną fundacji, w tym ambitne projekty animacyjne i rewitalizacyjne, i oddających nadwiślański brzeg w ręce inwestorów. Teren Portu Czerniakowskiego został objęty planem zagospodarowania przestrzennego, zakładającym, że znaczna jego część ma być w niedalekiej przyszłości przekształcona w działki inwestycyjne, przeznaczone (podobno) pod budowę nowoczesnych biurowców. Co prawda przedstawiciele Rady Miasta zarzekają się, że nie wydarzy się to wcześniej niż za dwa-trzy lata, a decyzja o przeznaczeniu działek nie została jak dotąd podjęta, ale dla zwolenników Fundacji Ja Wisła przesłanie jest jednoznaczne. Przez wszystkie lata, podczas których działalność trapiły komplikacje natury prawnej, absurdalne kary i ogólne niezrozumienie oraz brak rzeczywistej chęci dialogu ze strony władz, w istocie chodziło o pozbycie się niewygodnych działaczy, którzy bez pozwolenia przywłaszczyli sobie dziki, nieużytkowany teren nadwiślańskiego brzegu. Miasto dostrzegło wreszcie potencjał rozwojowy – ale zakreśliło go w sposób inny zupełnie niż działacze fundacji. Dla nich bowiem Port Czerniakowski przeistoczył się w autentyczną przestrzeń publiczną, na której brak w Warszawie utyskuje się przecież nieustannie: zaadaptowano nikomu najwyraźniej niepotrzebny kawałek ziemi na miejsce kulturalnej, towarzyskiej, proekologicznej aktywności, a co jeszcze ważniejsze, podejmujące wyzwania i stawiające sobie cele publiczne, niekomercyjne – idealistyczne.

Historia Ja Wisła może więc być nauczką dla wszystkich innych organizacji pozarządowych, naiwnie wierzących, że ich działalność wpisuje się w kryteria doceniane przez tych u góry, mianowanych zarządców stolicy. Jedyne w swoim rodzaju miejsce, oryginalne i wartościowe – korzeniami sięgające w dodatku do dawnej nadwiślańskiej tradycji miasta otwartego na rzekę – zostanie zamienione w kolejną jeszcze działkę inwestycyjną, na której staną zapewne ekskluzywne apartamenty bądź wieżowce biurowe. Atrakcyjność brzegu została wreszcie zauważona, chociaż władze miasta ujrzały skrajnie odmienny obraz zarysowującej się przyszłości tego zakątka. W tym kontekście nie mniej istotna jest również reakcja Przemka Paska, (wzbudzająca kontrowersje nawet w środowisku jego popleczników) który podziękował grzecznie za propozycję ze strony miasta na „przeprowadzkę” fundacji w nowe wyznaczone miejsce, na Cypel Czerniakowski. Zaoferowano nawet realistyczną cenowo dzierżawę tego terenu na najbliższe dziesięć lat. Pasek jednak odmówił, tłumacząc się niedogodnym położeniem cypla, hałasem dochodzącym z pobliskiego Mostu Łazienkowskiego oraz ogólną „odspołeczną aurą”, uderzającą przecież w samo sedno założeń organizacji, a więc dążenie do stworzenia wspólnej przestrzeni dla rozwoju i aktywności różnych grup ludzi. Z pewnością przebieg konfliktu miał swoje ciemniejsze i jaśniejsze momenty, kruczki i niuanse, niedopatrzenia obu zaangażowanych stron, niekoniecznie przekładające się tym samym na przejaskrawiony podział na „tych dobrych” i „tych złych”. Być może taka a nie inna odpowiedź Paska wynika z innych jeszcze powodów, czy to osobistych, ideowych, czy też po prostu ambicjonalnych. Nie mniejsze znaczenie ma też jego szczególna pozycja szefa i najaktywniejszego działacza fundacji, choć równie kłopotliwy może być status wpływowego „lidera kultury”, osoby posiadającej realną moc sprawczą, zasiadającą u steru organizacji, bez której dalsza działalność może się okazać niemożliwa. Niezależnie od ostatecznej decyzji Ratusza, historia Fundacji Ja Wisła, jakkolwiek niełatwa i wielowątkowa by nie była, skłania do refleksji nad istniejącymi rozbieżnościami w postrzeganiu publicznej przestrzeni miasta i tego, jak prędko ambicje tworzenia pozarządowych, oddolnych struktur o ściśle określonej, pozytywnej misji, rozpływają i rozrzedzają się w oskarżeniach o anarchizujące zawłaszczanie przestrzeni, do której nie ma się prawnego dostępu. Przestrzeni cudzej a zarazem niczyjej, pozbawionej funkcji społecznych i nie niosącej żadnej treści dla mieszkańców – rzec można, że po raz kolejny Warszawa ustawiła się plecami do przepływającej przez nią rzeki.

Jędrzej Burszta – ukończył kulturoznawstwo w Instytucie Kultury Polskiej, studiuje amerykanistykę w OSA UW. Współpracuje z internetowymi portalami kulturalnymi, członek Stowarzyszenia Badawczo-Animacyjnego Flâneur.

 

Wydarzenia

Więcej

l>