Ta strona używa polityki Cookies (ciasteczek). polityka cookiesx

Akademia Sztuk Pięknych

Instytut Badań Przestrzeni Publicznej

Różne rzeczy można zarzucić współczesnemu społeczeństwu, ale drogi to ono potrafi budować.

Ośmio-, dziesięcio- i dwunastopasmowe autostrady pokrywały gęstą siecią kraj, spływając z wiaduktów ku gigantycznym parkingom w centrum miast lub rozdzielając się na wielkie podmiejskie arterie z ich bezmiernymi asfaltowymi placami przy centrach handlowych. Łącznie drogi i parkingi zajmowały przeszło jedną trzecią powierzchni kraju, a w pobliżu wielkich miast procent ten był jeszcze wyższy. Stare miasta były otoczone rozległymi ruchomymi rzeźbami wiaduktów i rozjazdów, lecz mimo to korki drogowe stanowiły chleb powszedni. – Taki obraz roztaczał J.G. Ballard w swoim antyutopijnym opowiadaniu „Człowiek podświadomy”.

Wizja w wielu krajach zrealizowana. Wizja do której dążą nasi drogowcy, a my żyjemy w świecie nieustającej rozbudowy, której końca nie przyniesie ani EURO 2012, ani jakakolwiek data oddania do użytku, bo oddane trzeba przecież remontować, a czas mnoży użytkowników kolejnych samochodów.

Warszawa to miasto wyjęte z dystopijnej wizji. Bohater takiej opowieści mógłby obudzić się pod wiaduktami na Dźwigowej kilka dni przed planowanym oddaniem drogi do użytku (oczywiście pierwszym terminem). Jest dwunasta w południe. Zamroczony jeszcze poziomem jabola we krwi rusza środkiem ulicy, która zwykle zatkana jest wianuszkiem powoli przesuwających się samochodów. Brak żywej duszy. Żadnych aut, zero przechodniów i o zgrozo, brak robotników na kilkadziesiąt godzin przed planowanym uruchomieniem jedynego połączenia Bemowa z Włochami. Pobocze rozkopane. Chwiejnym krokiem przesuwa się w kierunku najbliższego sklepu. Zaczyna podejrzewać, że przespał koniec świata, albo zza rogu, zaraz, wyskoczy gromada zombie rodem z „28 dni później”. Trwoga dyktuje mu z mroków pamięci zasłyszane kiedyś słowa niejakiego Vireta z XVI wiecznego „Le Monte á l’empire et le monde démoniacle”:Świat ma się ku końcowi (…). Jest więc jak człowiek, który odwleka śmierć, póki może. Teraz więc zadbaj o swój dom (…) wyrzeknij się zepsucia (…). Kiedy już ma odmienić swój marny żywot, pogodzić się z córką, odnaleźć dawnych przyjaciół z narastania eschatologicznych leków wyrywa go towarowy jadący wiaduktem nad strefą mroku. A sprawę wyjaśnia dopiero gazeta, w którą sklepowa zawinęła mu Wino Prima. Piszą w niej, że budowanie praktycznie od nowa, remontowanej do tej pory prowizorycznie ulicy Dźwigowej, zaczęto w lipcu tego roku (2011). Plan zakłada, że ta odmiana ulicy potrwa dwa miesiące, czyli skończy się prawdopodobnie pod koniec września. Póki co główna ulica łącząca Bemowo z Włochami jest zamknięta, a objazdy wyznaczono Al. Jerozolimskimi, al. Prymasa Tysiąclecia i Wolską(http://warszawa.naszemiasto.pl/artykul/1037371,top-5-najbardziej-uciazliwych-remontow-w-warszawie-zobacz,1371251,id,t,zid.html#galeria). – Informują też, że drogowców zaskoczyły podmokłe grunty, że miało się to skończyć do końca wakacji, ale nie uda się i we wrześniu. Sporo zbędnych informacji jak dla kogoś, kto komunikacji miejskiej używa głównie do zimowych drzemek. W życiu naszego bohatera wszystko wraca do normy. To przecież Warszawa a nie Armagedon zombie.

W okopach stolicy

Jesienią zeszłego roku zmęczony szukaniem tramwaju klient łapie taksówkę na rondzie Wiatraczna, zamawia kurs na plac Bankowy i zasypia. Budzie się prawie godzinę później przy Teatrze Powszechnym wyrwany ze snu, w którym jest Charltonem Hestonem w „Zielonej pożywce”. Przez ponad trzy kwadranse przemierzał Nowy Jork zrujnowany wybuchem bomby demograficznej. Wszędzie ludzie. Za oknem, mętnym wzrokiem dostrzega setki stojących samochodów. Na chodnikach kłębi się chmara przechodniów, którzy opuścili autobusy i ruszyli na piechotę. Znowu Ballard, w kolejnej dystopijnej wizji, ratuje nas opisem: – Poza paroma godzinami przed świtem, kiedy zatłoczone były tylko chodniki, każda większa ulica była wypełniona po brzegi pieszymi, przepychającymi się w drodze do domu i do biura, w zakurzonych i wymiętych ubraniach, (…) często zdarzały się korki i wielki tłum na skrzyżowaniu stawał unieruchomiony, czasem na kilka dni (J.G. Ballard „Bilenium”). Rozkopane torowisko pokonują nieliczni śmiałkowie decydujący się przedostać na drugą stronę zakorkowanej trasy. Taksówkarz odwraca się widząc, że klient już nie drzemie i mówi, że tak samo jest w Centrum, na Woli i Ochocie: – Koniec świata panie, skończy się na mistrzostwa, a co nie dadzą rady zostawią. W radiu odzywa się Michał Powałka, rzecznik Tramwajów Warszawskich: – Na Pradze prowadzimy duży remont, który obejmuje Targową i aleję Zieleniecką. Wszystko musi być skoordynowane tak, żeby nie pozbawić zajezdni przy Kawęczyńskiej jedynego dojazdu, który prowadzi przez Kijowską. Dlatego na wiosnę zaplanowaliśmy pierwszy etap prac na jej skrzyżowaniu z Targową. Wtedy przesunęliśmy tory nieco na północ w pasie zieleni rozdzielającym jezdnie Kijowskiej i dlatego już wtedy trzeba było wyłączyć skręt z tej ulicy w Targową w stronę Dworca Wileńskiego. Potem nieczynny był odcinek Targowej Kijowska – al. Zieleniecka. Dobudowaliśmy dodatkowe tory dla skręcających tramwajów i podłączyliśmy je do nowego, przesuniętego torowiska na Kijowskiej. Teraz linia w północnej części Targowej musi zostać znowu zamknięta, bo zaczęły się przygotowania do wytyczania objazdów na czas budowy stacji metra przy Dworcu Wileńskim. Za dwa tygodnie podłączymy tory na nowym skręcie z Targowej w ul. 11 Listopada. Tędy będzie prowadzić objazd wokół cerkwi – na Stalową i na Bródno(http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34864,10403126,Tory_na_Targowej_zamykaja_i_otwieraja__Dlaczego_.html).

– Bełkot kurwa – podsumowuje taksówkarz przesuwając się kolejny metr do przodu.

Dzisiaj czarnowidzący futurysta czuje dreszczyk podniecenia stojąc na środku skrzyżowania przy Dworcu Wileńskim, budowa metra wygnała pieszych tam gdzie dotąd nie mieli wstępu, na środek ulicy i otoczyła płotem kryjącym dziury w rozpoznawalnej przestrzeni Targowej.

Oblężenie

Nieświadomi procesów, jakie zachodzą w stolicy i okolicach przyjezdni mogą mieć problemy z odróżnieniem skutków „Polski w budowie” od szeroko zakrojonych działań wojennych. Zbliżając się do stolicy gość z kraju nieogarniętego przebudową mija Żyrardów i staje na wysokości Grodziska. Cierpliwość zakorkowanego kończy się na wysokości Brwinowa, decyduje się, za podpowiedzią swojej wersji Hołowczyca, zmienić trasę na poznańską. Ta decyzja wyrzuca go na tereny wykopalisk, wielkiej piaskownicy, na której w dorosłe gry bawią się aktywni budowlańcy. Absurdalne objazdy, podczas których trzykrotnie mija się, z różnych stron i odległości, ten sam kościół stojący pod Pruszkowem. Drogi, którymi jedzie się w stronę Warszawy, żeby po kilku minutach znaleźć się na pasie wiodącym w przeciwnym kierunku.

U cudzoziemca dodatkowy niepokój budzić musi brak zasięgu GPS, trójkąt samochodu po środku pustego pola. Nawet przerzucając się na klasyczne formy nawigacji, obierając za cel majaczący w tle czubek pałacu kultury, możemy trafić na ten sam korek pod Brwinowem albo w glinianki, pod Moszną Wieś. W dzieciństwie umawialiśmy się z kolegami znosząc do jednego z nas wszystkie resoraki, komplety klocków i kolejek Piko. Robiliśmy z tego wszystkiego, oraz pudelek po butach i mebli, wielki plac budowy ogarniający cały niemal pokój. Pozornie chaotyczny działał sprawniej niż podwarszawska rozbudowa, nawet podczas ataków plastykowych żołnierzyków. Wyciskając wszystko z dziecięcej wyobraźni nie byliśmy w stanie stworzyć takiego labiryntu. Dysharmonię przebudowy stolicy i okolic projektować musiał cały sztab ośmiolatków o wyjątkowym talencie do tworzenia supełków. Tak jak pod koniec zabawy zrzucało się na swoje dzieło wszystkie plagi, niszcząc miasta zabawek wyimaginowanym kataklizmem, tak ktoś na górze zdecydował – przeprowadźmy wszystkie poprawki, remonty, przebudowy, wykopki, podkopy, odwodnienia i przeróbki w jednym czasie, a to się warszawka spoci. Oczyma wyobraźni nasz sztab widział zatkane tętnice miasta, kurwiących kierowców gotowych zabić z szybkością 5 km/h, czerwone gęby bab z siatami w zatłoczonych autobusach, zrezygnowanych pielgrzymów przemierzających miasto na piechotę. A może to wielki eksperyment przeprowadzany na miejskim ciele? Rozglądajmy się za obserwatorami. Notują, liczą i analizują przy największym korku, kryjąc się w budowlanym toi-toiu.

A do tego wszystkiego ludzi przybywa. Oficjalnych, według podsumowań sprzed roku 1 720 398 osoby, plus kilkaset tysięcy nierejestrowalnych i pewnie drugie tyle dojeżdżających. Czasem każdy z nas ma ochotę spojrzeć na miasto surowe, pozbawione tej chmary ludzi i pojazdów. Zatopić się w zakamarki Centrum, pobuszować po Pradze jak bohater „Jestem Legendą”. Popularne dziś opowieści o zombie nie niosą takiego spokoju, choć podobne krajobrazy. Wirus „żywego trupa” w kilkumilionowej stolicy nie dałby bohaterowi „Walking Dead” okazji penetrowania opustoszałych dróg dojazdowych i pustych ulic. Nasze zombie nie kryłyby się w zakamarkach a tłoczyły identycznie jak zdrowe masy.

Być, może nie ostatnim człowiekiem na świecie, ale dajmy na to w Warszawie. Oglądać wschody i zachody słońca z ulubionego punktu na środku Świętokrzyskiej. Ta wizja też niesie ze sobą obrazek końca, ale w spokoju, bez pośpiechu i tłoku. Zresztą wczuć się w nią można choćby na wyludnionej remontem Dźwigowej, o zmroku na nieoddanym odcinku obwodnicy, czy przedzierając się na teren budowy metra.

*

Prawie każdy doceni stan miasta po remontach (jeśli kiedykolwiek się skończą, jeśli nie spartaczą, jeśli remont pogwarancyjny nie zatka równoległych ulic na kolejne lata), ale jak mówi kosmetyczka wyciskając wągry – „piękno musi boleć”, więc do czasu, zaciskam zęby i do pracy jadę naokoło, półtorej godziny, autobusem, metrem i tramwajem (wcześniej bezpośrednio jechałem 50 minut), powrót taksówką w godzinach nocnych zajmuje mi kwadrans.

A kolejny planowany koniec cywilizacji mógłby zrodzić się w Warszawie i rozlać na cały świat gangreną niedokończonej transformacji. Byłoby od czego zacząć budować nowe.

Piotr Jezierski – warszawiak urodzony na Woli. Rocznik 1978. Żyje z pisania i realizacyjnych romansów z telewizją. Zainteresowany wątkami fabularnymi w kulturze współczesnej rozgląda się też po przestrzeni miejskiej. Spełnia się jako eseista i prozaik. Kulturoznawca, doktorant na ISD w SWPS.

 

Wydarzenia

Więcej

l>

We use cookies. By browsing our site you agree to our use of cookies.Accept