Ta strona używa polityki Cookies (ciasteczek). polityka cookiesx

Akademia Sztuk Pięknych

Instytut Badań Przestrzeni Publicznej

Istnieje jeszcze warszawska tradycja? Nie ta pomnikowa, ale ludzka, związana z zachowaniem i miejscami, lepiej niż niejeden punkt turystycznie oczywisty przekazująca treści między pokoleniami.

„Deszczowe dni w mieście, z całą ich melancholijną słodyczą i nieprzepartą, nęcącą pokusą, by wycofać się we wczesne dzieciństwo, będą zrozumiałe jedynie dla dziecka wielkiego miasta. Oczywiście deszczowa pogoda wygładza dzień, tak że od rana do wieczora można bez przerwy robić to samo – grać w karty, czytać albo się kłócić”i. Właśnie ta aura, kilkanaście lat temu, wygoniła mnie, początkującego jeszcze studenta, do kawiarni. Miejsca, w którym wspólne zabijanie nudy i alkohol nawet w starcach budziły dzieci. Jako nastolatek zaznałem stadnej przyjemności bytowania w pubach, które poziomem muzaka płynącego z okablowanych zakamarków ograniczały rozmowę do informacyjnego krzyku. Już wtedy na intymne spotkanie z dziewczyną wybieraliśmy lokale cichsze, kawiarniane.

1

 

Źródło: wikipedia

Kawiarnia klasyczna, warszawska stoi okoniem do tej, w której wypada być. Stało się sprawą mody przebywanie w lokalach wymuskanych, dizajnersko zaprogramowanych, w których zdarza się spożywanie w towarzystwie osób rozpoznawalnych. Te zerknięcia przez ramię, że niby nie patrzę na panią z telewizji, a jednak kontroluję jej ruchy i słyszę słowa. Co jeśli brak gotówki i nie w smak Ci obserwacja ludzi pozbawionych historii? Niestety moda na oryginalne papierowe kubki zabija prawdziwą warszawską kawiarnię. A studenci? Wolą dziś zgiełk i nachlanie pubowej przestrzeni, po którym trzeba jeszcze wyjebać coś na mieście. Adrenalinka i heca. W sobotniej trasie, nie zważając na pełny autobus, spełnić marzenie, nasikać ze schodków na przystanek. Zajebać sferę Kopernikowi. Student musiał się wyszumieć już w średniowieczu. Klasyczna kawiarnia uczy kultury. Jak?

Mętna kawa

Na początku lat dwutysięcznych trafiłem na Nowy Świat. Codziennie odwiedzałem tutejsze kawiarnie. Przy kilku stolikach, w zadymionej atmosferze spotykali się studenci pobliskich wydziałów, emerytowani UBecy, niespełnieni literaci, starzy artyści. Towarzystwo z historią i dzieciaki spragnione opowieści. Wszystko to się mieszało w komentarzach codzienności i alkoholowym upodleniu. Tanie winiaki, małe kawki, bezkrwawe awantury. Starzy sprzedawali opowieści o piciu Warszawy sprzed lat. O tym, który to z dzisiejszych kulturalnych świeczników umoczył ryja w kałuży, kto, z kim spółkował i w jakie ciemne interesy wchodził. Nie zawsze była to rozmowa, czasem słowa podsłuchane jak od wspomnianych celebrytów. Różnica jednak taka, że bohaterowie tych opowieści, poza alkoholowym nawykiem mieli jeszcze coś do przekazania, a towarzysze ich dawnych uciech stali się nośnikiem „prawdziwych historii”.

2

 

Źródło: wikipedia

Zaczynaliśmy od obiadków okraszonych piwem w Rybce, zwanej czasem Frytką, barze bez oficjalnej nazwy, na miejscu którego kwitnie dziś salon z bielizną. Potem szliśmy do sprzyjającej rozmowom przez lustra Amatorskiej, szemranego towarzysko Piotrusia lub Bajki. Ta ostatnia na kilka lat stała się naszym domem dziennym. Właściciel, pan Henio, zabawiał rozmową, z której łowiłem co trzecie słowo, przyjazna klientom pani Jadzia, jego żona, namawiała na szarlotkę do piwa, a zamglone spojrzenia koiło ciepło pani Janeczki. Rodzinny interes do dziś wspomagają dzieci bajkowej pary. Wyrozumiali dla zarzyganych czasem mord nie tolerowali jedynie kawiarnianych śpiochów. To tutaj „zalewaliśmy pałę” z co bardziej ludzkimi wykładowcami, smakowaliśmy kawiarnianych romansów i dawaliśmy się ponieść atmosferze Bajki, po zamknięciu przenosząc ją do pobliskiego parku Wodiczki. Nawet zamroczeni, wzorem knajpianych starszych kolegów, trzymaliśmy fason zachowując kulturę. Co najważniejsze w młodych klientach Bajki nie było pozy, budowania mody na miejsce i nikt „na zewnątrz” nie opowiadał, co się też danego wieczoru skandalicznego stało. Budował się etos tajemnicy służbowej, bo i miejscem pracy kawiarnia bywała. Tu też próbie poddawaliśmy kandydatki na stałe partnerki, jeśli przetrwały zadymienie, zaawanturowanie klienteli i bezpośredniość zalanego towarzystwa nie tracąc przy tym klasy, rokowały na przyszłość.

Kawiarniana tradycja kwitła tu już w młodopolskich czasach. „Na Nowym Świecie, w tym samym lokalu, co obecna ciastkarnia, mieściła się powszechnie znana cukiernia Bliklego (lokal powrócił z mniej plebejskim towarzystwem). Chodzili tam również literaci i dziennikarze, ale przede wszystkim pełniła ona nadal – podobnie jak w latach wcześniejszych – funkcję giełdy aktorskiej. Nieco dalej, w kawiarni Toura przy Krakowskim Przedmieściu 7, naprzeciwko Uniwersytetu, spotykała się młodzież akademicka. Tam właśnie, u Toura, miał miejsce (…) fakt spoliczkowania Jana Władysława Dawida przez Rabskiego.”ii

Symptomy końca klasycznych lokali da się zauważyć prowadząc przez miasto trunkową wycieczkę. Barowa budka przy dworcu Gdańskim jest zagrożona przez nową aranżację okolicy. Nieśmiertelny Karino przy Konstytucji, którego specjalnością były najbardziej spuchnięte gotowane parówki, padł kilka tygodni temu. Podobnie jak kilka lat temu Lajkonik, o którego dawnej klienteli pisał już Tyrmand: – „Zajrzałem do «Lajkonika», kawiarni modnej. Rezerwat plastyków, grafików, architektów, którym się dobrze powodzi. Właśnie siedzieli różni Lipińscy, Srokowscy, Lengrenowie, Hryniewieccy – dobrze ubrani i odżywieni, zadowoleni z życia i kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie za talent i serwilizm tak umiejętnie podłączone, sprzężone i eksploatowane, iż złożoność tego aliażu stanowi dzieło sztuki samo w sobie.”iii Lokal modny jak dzisiejsze sieciówki pięćdziesiąt lat później miał już niższy standard. Może dzisiejsze „zadbane” kawiarnie, kiedyś jak on obrosną towarzyską patyną.

Wspomniana Rybka świeci pośladkiem manekina. Trzyma się pawilon przy Bankowym, Amatorska zmieniła wystrój wprowadzając novum, budkę nikotynisty. Mokotowski Lotos ma się dobrze, bo daleko mu do Centrum. Przycupnięta za Sezamem Grażynka odeszła po cichu. Kilka lat temu dotknęła nas wieść – zamykają Bajkę! Kres towarzyskiej przygody odwlekano kilkukrotnie. Huczne pożegnania organizowano ze trzy razy. W końcu lokal zastąpiła „kawiarnia z klimatem”. Ale legenda obroniła się sama. Klienci zniesmaczeni nowym wystrojem rozbiegli się po Nowym Świecie. Kilkanaście miesięcy bojkotu wyszukanego wnętrza i młodej obsługi zmusiło ajenta do opuszczenia przestrzeni w bramie i o dziwo, Bajka odżyła. Nowa aranżacja została wzbogacona o lustrzany standard, co prawda nie powróciła grzęda barowa przy ścianie, ale starzy klienci nie zawiedli. Dopóki pomarszczeni panowie i wierna młodzież oddają jej część swoich dochodów tradycja nie zginie, zresztą kiedyś dojdzie do pokoleniowej zmiany warty. Tylko czy Bajka pokona sieciówki? Brzydsi i niemodni też muszą gdzieś „grać w karty, czytać i się kłócić”.

Fiński raj

Tradycją już prywatną, indywidualną są miejsca poza nawiasem traktów. Leżą na uboczu, często zapomniane acz znaczące dla wielu Warszawiaków. Narkotyczne podróże nastolectwa odbywałem na osiedlu Przyjaźń, wśród baraków. W 1952 roku przybyli do naszego miasta wschodni robotnicy wznosić Pałac Kultury i Nauki. To dla nich wybudowano kompleks noszący dumną nazwę „Przyjaźni Polsko-Radzieckiej”. Ponoć część materiałów służących do budowy osiedla pochodziła z rozbiórki obozu jenieckiego Stalag I-B „Hohenstein”. W 1955 roku budynki przekazano warszawskim uczelniom na akademiki i tak pozostało do dziś. Jedynie część przeznaczona pierwotnie dla wyższej kadry budowlanej zamieniła się w jednorodzinne, ogródkowe raje wśród bloków. Na szczęście teren ten jest oddalony od reprezentacyjnej części Warszawy i na razie nie grożą mu deweloperzy. Inaczej ma się rzecz ze strategicznie usytuowanym zapleczem parku Ujazdowskiego.

W 1945 roku na terenach dawnego Szpitala Ujazdowskiego powstało osiedle domków fińskich mieszczące Biuro Odbudowy Stolicy. Dziś to wyjątkowy skansen budownictwa jednorodzinnego w samym środku ruchliwego miasta. Parkowa oprawa i zadbane ogródki są małomiasteczkową widokówką dostępną o pięć minut drogi od placu Trzech Krzyży. Odkryje ją każdy, kto odbije od knajpiano-klubowego traktu. Randkowałem tu jako nastolatek, a później zaprzyjaźniłem się z mieszkankami jednego z domków. Leżącemu tu na hamaku o bliskości miejskiemu zgiełku przypomina jedynie szum pobliskiej trasy Łazienkowskiej. Budynki miały stać jedynie pięć lat, dzięki renowacyjnym zabiegom mieszkańców przetrwały do dziś tworząc prywatny raj w stadnej przestrzeni. No i w 2009 roku gruchnęło: „W ostatnich dniach został rozstrzygnięty konkurs na projekt Muzeum Historii Polski, które ma w efektowny sposób zawisnąć nad jezdniami Trasy Łazienkowskiej przy Placu Na Rozdrożu. Budowa jednak zagraża istnieniu urokliwego Osiedla Jazdów. Oczywiście, sądząc po rozmachu projektu i nazwach sławnych biur architektonicznych walczących o zwycięstwo w konkursie, Warszawie przybędzie kolejny obiekt muzealny, który na długie lata zmieni oblicze miasta (…). To bardzo dobra nowina, jednak w cieniu przetargu pozostaje informacja, że w związku z budową muzeum zniknie jedno z magicznych, warszawskich miejsc.”iv Dziś mieszkańcy znają już datę przeprowadzki.

Rozwijające się miasto dba o nowoczesny wygląd, deweloperzy zabiegają o nowe przestrzenie często olewając i tak chaotyczne zalecenia miejskich planistów. Kawiarniana kultura zacznie niebawem konać, a wszystko, co nie pasuje do wizerunku europejskiej stolicy musi odejść. Nie ma miejsca na skansen, a przeszłość może się zadomowić jedynie w Muzeum Historii Polski i Chopina. Tożsamość mieszkańców może zaistnieć tylko w zaprogramowanej formie wygodnej dla interesów ratusza. Tradycja zdycha pod butem bezmyślnej estetyki odgórnego projektu, oczywiście tworzy się też nowa, stadnego grillowania, klubowego melanżu i betonowych alejek.

Piotr Jezierski – warszawiak urodzony na Woli. Rocznik 1978. Żyje z pisania i realizacyjnych romansów z telewizją. Zainteresowany wątkami fabularnymi w kulturze współczesnej rozgląda się też po przestrzeni miejskiej. Spełnia się jako eseista i prozaik. Kulturoznawca, doktorant na ISD w SWPS.

 

i Walter Benjamin Pasaże, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010, s. 874.

ii Roman Taborski Życie literackie młodopolskiej Warszawy, PIW, Warszawa 1974, s. 157–158.

iii Leopold Tyrmand Dziennik 1954, Res Publica, Warszawa 1989, s. 34.

iv http://www.warszawianin.pl/kultura/1508-osiedle-jazdow-czas-poegna

 

Wydarzenia

Więcej

l>